RSS
czwartek, 30 czerwca 2011

Życie mojej panci ostatnio nieuchronnie upodabnia się do mojego. Specyfika pracy psa asystenta oparta jest na wzmocnieniu pozytywnym innymi słowy na "nagródkach" i tak zawsze jest że ten który posiada dostęp do tych super rewelacji staje się przewodnikiem. Tę drogę poznałem już na wskroś z moją panią i odrobiłem tzw życiowe zadanie uzyskując certyfikat psa asystującego.
A teraz nie mogę się nadziwić jak patrzę i okazuje się że moja osobista i prywatna pani też funkcjonuje w podobnych relacjach podczas zajęć rehabilitacyjnych musi pracować na nagródki i słuchać się terapeuty który pełni tu rolę nadrzędną bo nimi dysponuje...
Skąplikowane to w odniesieniu do ludzi i zdaje mi się że dużo trudniej na tę przyjemność zapracować.
Mamy teraz trochę pod górkę bo terapia nadwrażliwości znów "wychodzi na prowadzenie przypominając o sobie silnym bólem" i tak czasem to tylko chciało by się na tę chwilę "wyjść" i wrócić jak już bedzie po.

A teraz opowiem wam o Klemensie - był to miś którego moja pani dostała w wieku 5 lat od swojego terapeuty i jak coś bardzo bolało to Klemens działał jak lek... Długie lata pani go miała... i został skradziony :( Potem podczas pierwszej pani operacji dostała od swojej rodziny Klemensa nr 2 - misia kolekcjonerskiego z groszkiem w łapkach i brzuchu który przypominał tego pierwszego. Również ten pluszak nagle znikł więc pewnie podzielił los swojego poprzednika :(
Teraz kiedy tak patrzę czasem jak panią boli to chciałbym wytropić Klemensa i przynieść go żeby chociaż można było się przytulić gdy boli bo sęk w tym że ja nie mogę wchodzić do łóżka i jeśli pani jest cierpiąca w tym właśnie miejscu, to potrzebuję jakiegoś zastępstwa...
Bez Klemensa bywa czasem bardzo ciężko...

14:05, guliver_i_ja
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 czerwca 2011

Ciężki mamy czas teraz kochani ze zdrówkiem nieciekawie u mojej panci i u 3 naszych świnek więc w domu klinika 24h i ledwo wytrzymująca to wszystko pancia.
We wszystkich wielkich i małych trudnościach zdarzają się momenty gdy jakaś mała rzecz czyiś gest i troska albo bezinteresowne działanie pomagają nam jakoś wytrwać.
Bardzo dziękujemy Państwu Ziemińskim za wszelkie działania medyczne względem naszych zwierząt oraz szybką interwencję względem naprawy zepsutego wózka.
Dalej nie chcę również pominąć pana terapeuty i wszystkich tych osób które słowem uśmiechem czy gestem dodają nam otuchy że będzie lepiej i że damy radę nie tylko zrobić kolejny krok ale i przez to wrócić do pełni radości.

23:56, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2011

Tak na rozweselenie w smutkach i trudach odwiedzili nas dzisiaj nasi przyjaciele Ewa i Bartek mimo iż obecnie mają do nas zdecydowanie dalej od kąd zmienili miejsce zamieszkania :)

Fajnie że mogliśmy posiedzieć przy cieście i soku i pogadać trochę o różnych sprawach. Szkoda tylko że Mafiś nie dotarł ale nic straconego bo przy okazji odwiedzin były potrójne urodziny - Mojego pana, moje i Mafisia - tym oto sposobem pan dostał prezent od naszych przyjaciół a moja pancia postarała się o spóźniony prezent dla mnie i Mafisia - trzeci solenizant rozciął sobie łapkę więc prezent przekażą mu opiekunowie :) Najlepszego włochaczu z całego serca. Zdrowiej szybko :)
Dzięki za miłe popołudnie :) Jak zawsze zapraszamy ponownie bez okazji również.

21:02, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 czerwca 2011

Mimo iż pani ostatnio jest głęboko przeświadczona że nie stanie się nic co da jej trochę odsapnąć od kłopotów i jeśli jakimś cudem uda się jej nie przerwać rehabilitacji to za niewywiązywanie się z zaleceń może tylko pomarzyć o nazwijmy to "Nagródkowej części terapii" (koniach basenie wyjazdach na rower i do parku) mnie wydaje się że nie do końca ma rację.
Prawdą jest że usłyszała iż wakacje to miesiące jeszcze intensywniejszej pracy terapeutycznej i ta ostatnio kojarzy jej się z olbrzymim stresem i trudnościami, ale wczoraj jakby z innej bajki zadzwonił do niej terapeuta by ustalić zajęcia na przyszły tydzień i usłyszała nagle że rozmawiał z jej drugą terapeutką od koni.  Jeśli nie w przyszłym tygodniu to od następnego właśnie ze względu na wakacje mogą zacząć jeździć na zajęcia w siodle. Słuchała i nie wierzyła że tak nie wiele brak tylko jakegoś rehabilitacyjnego anioła... tak niewiele by wakacje były jak marzenie.

Może jest jakieś zaklęcie na spełnianie marzeń?

 

-------------------------------------------------------------------------------------

 

Podobno jesteśmy silni ja i pani ale ile jeszcze złych rzeczy musi się wydarzyć żeby było lepiej?
Było koło 22.00 kiedy pani zaczęła wymieniać klatki swoim świnkom i zauważyła że jej ukochany przyjaciel Edmund jakoś dziwnie leży na boczku i niestety nie wiele mogła już zrobić poza podaniem leków uśmierzających ewentualny ból.
W niespełna dwie godziny później porzegnaliśmy przyjaciela który nie dożył nawet swoich pierwszych urodzin. Tylko płakać i wyć do księżyca.

18:17, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »

z pamiętnika pacjenta z dnia 6 czerwiec 2011r.


"  (...)  Chciała walczyć dalej, ale mimo iż dawno przestała być dzieckiem  tęskniła dziecięco za jakimś dniem pełnym radości i niespodzianek Powoli ale dobitnie docierało do niej że w tych okolicznościach miejsca na to brak.  Trzymała się więc kurczowo każdej sekundy radości i przypominała sobie dobre chwile wplecione w ciężką pracę którą wspólnie wykonywali już tak długo. Zaczynała rozumieć że dotychczas opierała się o coś jakby nierealnego (z kontekstu wynika że chodzi o 1 dzień bez trosk wypełniony tylko radością na który pracuje się czasem miesiące a czasem lata) – swoją dziecięcą wizję czegoś co od początku nie wiele miało wspólnego z realiami o czekanie na coś co miało nigdy nie nastąpić było jej z tym naprawdę źle i  coraz boleśniej dotykała ją rzeczywistość. Zarówno materialna jak i jej wewnętrzna w której ramach czuła się bardziej samotna i zagubiona. Miała poczucie że ten bój zaczyna przegrywać sama ze sobą. Robiła jednak wiele by dopasować się do tego i  uparcie próbowała podnieść się jak feniks z popiołów, więcej myślała o rodzicach licząc na cud który nie nadchodził. (...) "

Może ja też po psiemu mam nadzieję na coś co jest zupełnie oderwane od rzeczywistości...
a czy to grzech jeśli kogoś przy życiu utrzymuje myślenie i czekanie na miłe chwile?
Może za wielką ceną jest takie poczucie klęski i osadzanie w rzeczywistości bo czasem tylko ta dziecięca ufność że będzie lepiej pozwala człowiekowi wstać i walczyć każdego dnia na nowo.

15:59, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2011

Od jakiegoś czasu zadaje sobie pytanie jak moja pani ma nauczyć się nie bać?
dochodze do wniosku że to nie jest możliwe ...
Coraz trudniejsze polecenia i ćwiczenia na zajęciach - wymagania i rygory z nutką żartu ale przecież w głębi tak naprawdę poważne...
Decyzje trudne choć kończące się pokłutymi bardzo rękoma i siniakami które utrudniają nawet proste czynności...
I mniej z każdym dniem nadziei że damy radę pociągnąć to wszystko ... a co za tym idzie znów strach o kolejny i kolejny krok którego może nie być... i obiecanych w wakacje zajęć na koniach i basenie również...

Zero perspektyw na cud. I nie tylko mój strach o jutro.

22:06, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2011

W naszej rodzinie zawsze czerwiec jest urodzinowy - bo najpierw ja a w 3 dni później świętuje mój pan Zbyszek.
W tym roku jednak obaj nie świętowaliśmy zbytnio i znieśliśmy to po męsku...
Jest mi przykro bo to były moje pierwsze urodziny bez gości ale trzeba to przyjąć.

Może jakimś cudem chociaż pani terapia się utrzyma choć przestaję już wierzyć że sie uda ...

23:57, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 czerwca 2011

MAM 6 LAT :)

10:22, guliver_i_ja
Link Komentarze (5) »


Gdy któregoś dnia zgasły jego oczy
Czyjeś serce życie zaczynało
Na jednej stronie świata zaczynał się oddech
Na drugiej istnienie w sekundach konało
W te dwa żywoty wpisana jak kredo
Stała gdzieś ona z rozszarpaną duszą
Zbierała resztki posklejanej ciszy
Bo mimo śmierci inni istnieć muszą...
Czas gdy już rany poszarpane złączył
Jak arkę wiary zesłał jej anioła
By miała w sierści jego spokoju ostoję
I by ją chronił jak skrzydłem sokoła
Razem więc patrzą w zieleń liści cichą
Przyszłość próbując rozwikłać nieznaną
I czasem widzą w tych płatkach wiosennych
Twarz tego co odszedł - Na zawsze kochaną

Pamięci mojego Ojca w szóstą rocznicę śmierci.

00:34, guliver_i_ja
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2

NOWA STRONA REHABILITACYJNA
Zapraszamy :)


ZOOTERAPIA I NOWY BLOG:
ZERKNIJ NA NASZĄ STRONĘ


PRZEKAŻ 1%:
Tu się szkoliłem:

Tutaj są moi lekarze:


GOLDENY TOP LISTA