RSS
piątek, 27 kwietnia 2012

Pan terapeuta mówi czasem do Eweliny  że rehabilitacja powinna być kolorowa i że kiedyś trzeba dać sobie czas na zabawę - w myśl jego słów Pani postanowiła dać taki zabawowy czas swojej Hani która przecież cały czas dzielnie pracuje :)

I dla uśmiechu dziecka poczyniła pewne kroki ku takiej niespodziewanej radości tych mniejszych
Zobaczcie jak było kolorowo

A kuku to ja:)

Poćwiczyliśmy rączki

nóżki pochodziły po kolcach

było bardzo kolorowo...

Bo dla uśmiechu dziecka można wiele


23:30, guliver_i_ja
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 kwietnia 2012

Wbrew przewidywaniom pancia mimo wielkiego kryzysu "dnia czwartego" nie dała za wygraną i samotnie na placu boju toczy walkę sama ze sobą... może po to żeby jednak samemu zobaczyć że nie jest taka do niczego - może dlatego że czuje iż częściej używana przez nią strona ciała osłabła... sam nie wiem jaka jest tej wojny prawdziwa przyczyna - MOŻE WCALE NIE FIZYCZNA

Jakaby nie była będę wspierał bo od tego właśnie jest pies asystent
tylko smutku u nas jakby więcej się zrobiło...

23:30, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2012

Drugi dzień walki a froncie za nami!
Stan pacjenta stabilny ale szybko może ulec zmianie na gorszy bo wczorajsza noc po wizycie w szpitalu WIDMO wcale nie była wypoczynkiem... Potem na polu bitwy z asymetrią trzeba było zakamuflować się w profesję detektywa i nie licząc na pomoc specjalnych jednostek NFZp (Narodowego Frontu Zniszczenia pacjenta) spróbować chociaż odnaleźć swoich lekarzy by czuć się choć odrobinę bezpieczniej...
Jak się w procesie poszukiwań pani Doktor N okazało - pomocni stali się przyjaciele i mimo zupełnie z pozoru przegranej bitwy o świadomość pacjenta że jest nie tylko pod opieką profesjonalnych terapeutów ale i Lekarza któremu mimo lęku ufa - Udało się!

Moja pancia choć obolała i kontuzjowana tego dnia mogła się czuć jak wygrany :) bo stało się coś niemożliwego.

Podziękowania za rodzicielską opiekę Pani i panu z dawnych lat...

23:44, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Po wczorajszych zajęciach rehabilitacyjnych w myśl że z asymetrią wszelkiego typu walczyć należy uparta Ewelina rozpoczęła  siedmiodniowy etap ataku frontowego na siebie samą bo...
W sumie nie wiem czemu bo jak dla psa cała dyskusja była bardzo skomplikowana...

Wiem tyle że pan terapeuta na to nie nalegał ale dał pozwolenie na taką próbę.
I tak już wczoraj wieczorem gdy trzeba było do łóżka wejść odwrotnie pancia poniosła pierwsze rany naaa .... domyślcie się .... gdy wylądowała na podłodze ale nie poddała się.
Śpi odwrotnie niż jest jej wygodnie - w ogóle  jakaś teraz na odwrót jest, ale to przecież prawie jak WOJNA!

Mieliśmy dziś wolny od rehabilitacji wtorek i pani samotnie wybrała się do Tychów w celach nazwijmy to przekonania się o tym jak wygląda stan służby zdrowia w świetle pacjenta...

Chodziła korytarzami pewnego szpitala WIDMO zastanawiając się nad tym że nie budynek dawał poczucie bezpieczeństwa a pracujący w nim lekarze... i ktoś nie pomyślał że pewne decyzje dotkną nie tylko sam personel szpitala ale rzeszę pacjentów z których każdy ma inną historię i jedyne czego chce to czuć się bezpiecznie...
A teraz tydzień temu zniknął oddział i zniknęli lekarze... gdzie??
Nikt nic nie wie...

Dochodzę do wniosku że jeśli sytuacja sie nie zmieni cudem to będę leczył moją panią u weterynarza bo im ufam.

I jak ona ma się nie bać....

23:55, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 kwietnia 2012

Kto czyta tego bloga zapewne wie że perełką nieodżałowanej pasji mojej pani zawsze będą świnki morskie. Mając to na względzie nasi Przyjaciele umówili się z Eweliną na sobotnie popołudnie w Gliwicach, bo tam odbywała się wystawa świnek morskich.
Jednym z sędziów oceniających zwierzęta był Mateusz Kożuch, który gdy zaczynał swoją przygodę ze świnkami radził się mojej pani w kilku kwestiach. Raz nawet nasza świnka mieszkała w jego hodowli w celach towarzyszenia pewnej samiczce i z tej pary urodziły się trzy czarne prosiaczki :) Ślad genetyczny naszej hodowli :)

Minęło wiele czasu od tamtych chwil i choć wszystko się zmieniło i nikt już nie pamiętał mojej pani ona zostawiła w sobie tę perełkę pasji na zawsze.


jak nasza kochana Krówka
Eska

Denver i Eska ... były podobne

Miło było choć na chwil kilka przypomnieć sobie te wszystkie moje kochane pycholki i ten radosny pisk gdy wchodziło się do łazienki albo otwierało lodówkę. A towarzystwo tych wspomnień było również wyjątkowe  bo Marzena Mateusz (aż dwóch jest w tym wpisie) i Ola zaprzyjaźnili się z nami z powodu świnek i teraz mieszka u nich Majka urodzona w ostatniej fazie naszej nieodżałowanej świnkowej pasji.

Wśród świnek w jednym z pudełek na brykiecie siedział ktoś :)

Pani po raz pierwszy widziała takiego ktosia na "żywo" i dzięki Mateuszowi nr 2 mogła nawet przez moment go mieć na kolanach:)


ktoś pani powiedział że ten uśmiech i błysk znaczy tylko jedno...
KIEDYŚ W NASZYM DOMU ZAWITA KOLCZASTY PRZYJACIEL

Na koniec przyszedł czas na przyjacielskie spotkanie w kawiarence...
Z przyczyn technicznych - braku kolejnego fotografa - Mateusz postanowił za cenę braku swego wizerunku na zdjęciu uwiecznić kobiecą delikatność w pewne sobotnie popołudnie za które ja jako pies asystujący mojej pani w jej imieniu bardzo DZIĘKUJĘ :)

23:02, guliver_i_ja
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Radosnym wspomnieniem niebieskich oczek różowych uszu i figlarnego noska będą się w mojej pamięci rysowały tegoroczne święta z Prawdziwym wielkanocnym króliczkiem o puchatym futerku i uszach przywodzących na myśl osiołka z bajek Disneya.

GIZMO - BYŁ DAREM SERCA OD SERCA I DLA SERCA - nie tylko mojego ale przede wszystkim naszych dzieci które jego obecnością poczuły magię i niesamowite piękno Wielkanocy.

W myśl przysłowia że najcenniejsze jest to co się traci zapamiętamy białego Duszka Kłapouszka który pojawił się u nas dzięki Pani Milanie z Częstochowy i za którego będziemy wdzięczni wspominając bezcenne kilka dni z jego zbyt krótkiego życia.
Bo wartością jest każda sekunda która może zmienić komuś świat na lepszy. A nadzieja jaką małe zwierze wlać potrafi w serca nie umiera nigdy nawet jak małe serce nagle się zatrzyma.

19:56, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012

NASZA HANULKA była dzisiaj pierwszy raz w przedszkolu!!

A pomyśleć że jeszcze nie dawno to był maluszek który nie chodził samodzielnie...
Jak ten czas biegnie nieubłagany a może pobłażliwy dla tych którzy zatrzymaliby się czekając, zamiast żyć tym co ulotne i piękne i patrzeć w przód

23:47, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »

NOWA STRONA REHABILITACYJNA
Zapraszamy :)


ZOOTERAPIA I NOWY BLOG:
ZERKNIJ NA NASZĄ STRONĘ


PRZEKAŻ 1%:
Tu się szkoliłem:

Tutaj są moi lekarze:


GOLDENY TOP LISTA