RSS
niedziela, 28 lutego 2010

Rozmowa z kamieniem

Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Chcę wejść do twego wnętrza,
rozejrzeć się dokoła,
nabrać ciebie jak tchu.
- Odejdź - mówi kamień. -
Jestem szczelnie zamknięty.
Nawet rozbite na częsci
będziemy szczelnie zamknięte.
Nawet starte na piasek
nie wpuścimy nikogo.
Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Przychodzę z ciekawości czystej.
Życie jest dla niej jedyną okazją.
Zamierzam przejść się po twoim pałacu,
a potem jeszcze zwiedzić liść i krople wody.
Niewiele czasu na to wszystko mam.
Moja śmiertelność powinna Cię wzruszyć.
- Jestem z kamienia - mówi kamień -
i z konieczności muszę zachować powagę.
Odejdź stąd.
Nie mam mięśni śmiechu.
Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Słyszałam że są w tobie wielkie puste sale,
nie oglądane, piękne nadaremnie,
gluche, bez echa czyichkolwiek kroków.
Przyznaj, że sam niedużo o tym wiesz.
- Wielkie i puste sale - mówi kamień -
ale w nich miejsca nie ma.
Piękne, być może, ale poza gustem
twoich ubogich zmysłów.
Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.
Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,
a całym wnętrzem leżę odwrócony.
Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
Nie jestem nieszczęśliwa.
Nie jestem bezdomna.
Mój świat jest wart powrotu.
Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,
nie przedstawię niczego prócz słów,
którym nikt nie da wiary.
- Nie wejdziesz - mówi kamień. -
Brak ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.
Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
Nie mogę czekać dwóch tysięcy wieków
na wejście pod twój dach.
- Jeżeli mi nie wierzysz - mówi kamień -
zwróć się do liścia, powie to, co ja.
Do kropli wody, powie to, co liść.
Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.
Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
którym śmiac się nie umiem.
Pukam do drzwi kamienia.
- To ja, wpuść mnie.
- Nie mam drzwi - mówi kamień.

22:56, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 lutego 2010

Monika Kuszyńska - wokalistka zespołu Varius Manks po ciężkim wypadku i długiej rehabilitacji znów cieszy nas swoim głosem śpiewając w duecie z Beatą Bednarz piosenkę swojego autorstwa.
Gratulujemy samozaparcia i wytrwałości :)
W 2003 roku podczas koncertu kończącego tzw. Tydzień Nadzieji Moja pani wraz z przyjaciółmi miała okazję śpiewać ze swoją ulubioną wokalistką - Wtedy obie nie wiedziały ,że przyjdzie czas, gdy zrozumieją się w temacie trudnej walki o kolejny dzień pokonywania swoich ograniczeń.


Życzymy zdrowia i dużo sił :)

21:45, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »

Dostaliśmy kilka sugesti że powinniśmy na naszej stronie rehabilitacyjnej zrobić osobną zakładkę "O mnie" znaczy nie o mnie tylko o mojej panci :)
Wychodząc na przeciw oczekiwaniom zrobiliśmy tę zakładkę i dodaliśmy nawet zdjęcia z czasów kiedy moja pani była jeszcze maleńką Ewelinką :D

Zapraszamy do oglądania, czytania i zostawiania wpisów w księdze gości :D

20:25, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lutego 2010

Dzisiaj mieliśmy milczący dzień... 
Była rehabilitacja, więc i trochę uśmiechu - choć wyjątkowo trudna i przystopowana przez terapeutę ważną rozmową o powodach pani milczenia. Odstresowanie na wspinaczce drabinkowej również było, a radochę sprawił pani fakt  że i terapeuta wszedł z nią na moment na tę drabinkę i na tych wysokościach zamienili parę słów - Fajnie tak wyglądali, ale tylko ja zachowałem ten obraz w pamięci, bo nie było komu uwiecznić tego na zdjęciu.
A skąd to milczenie - może pani ma gorszy dzień, albo zbiera ją jakaś choroba, a może...
Po rehabilitacji pani wyszła ze mną na dwór i poszła do łazienki - Długo nie wracała więc moje psie przeczucie mówiło że trzeba tam zajrzeć - Zabrałem swojego fioletowego przyjaciela misia i pognałem z pocieszeniem do tej łazienki i jednocześnie postawiłem się w roli strażnika. Pani jakaś smutna i zmartwiona, a ja nie wiele mogę zrobić tylko misia dać.
Po kilku minutach pani powiedziała że źle się czuje i poszła się położyć - Zasnęła prawie od razu i spała kilka godzin.
Mnie się zdaje że to nie choroba tylko smutki i zmartwienia o to jak pogodzić kolejny dzień i niczego nie musieć zakończyć...

20:40, guliver_i_ja
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 lutego 2010

Jakie ta moja pani ma szczęście. Dzisiaj mija dokładnie 20 dzień od chwili pani urodzin a ona dalej świętuje.
Mieliśmy dzisiaj wyjątkowego gościa na którego i ja z utęsknieniem czekałem. Przyjechała do nas moja ukochana trenerka Ania i byłem w siódmym niebie - Wymizialiśmy się i wytuliliśmy za ten dłuuuuuuuuuugi czas braku kontaktu oko w oko :)
Ania cierpliwie słuchała naszych opowieści o tym co u nas słychać i przede wszystkim o naszych rehabilitacyjnych sukcesach. Pochwaliłem się, że pójdę na drugi stopień kursu terapeutycznego i że jak tylko mam okazję chodzę na zajęcia z dziećmi.
Wszyscy uznaliśmy że nie możemy doczekać się już ciepłej, czystej i suchej wiosny.
Ania obiecała, że jeśli moja pani będzie już sobie radziła z jazdą na rowerze na tyle dobrze ,żeby w terenie czuć się pewnie, to zrobimy kilka takich sesji abym i ja mógł bezpiecznie przy tym pojeździe egzystować. Poza tym moja osobista trenerka została oficjalnie trzecim marcowym Aniołem i tym sposobem trzy anielskie serca zadbały o opłacenie pierwszego marcowego tygodnia rehabilitacji.

Miło nam było Droga Aniu, że nas odwiedziłaś jak zawsze zapraszamy nie tylko Ciebie, ale i Twojego Męża. Jeśli będzie  kiedyś taka szansa zapraszamy również Twoich Rodziców ,którzy podobno czytują mojego bloga.
Teraz korzystając z okazji bardzo serdecznie Ich pozdrawiam i już nie mogę się doczekać na jakieś wiosenne spotkanie :)

15:43, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 lutego 2010
wtorek, 23 lutego 2010

Nasz dzień zaczął się od rehabilitacji, więc z promienistym uśmiechem pani bo przecież ona zawsze się cieszy na te istotne dwie godziny. Tym bardziej że dziś było wypróbowywanie nowych kul i wspinaczka wysokodrabinkowa z zapowiedzią przyszłotygodniowego basenu i daleką wizją ścianki wspinaczkowej. Czyli same fajne rzeczy - Żyć i nie umierać :)
W dodatku po tych naszych mini radościach Nasza Kochana Babcia Teosiowa znów opłaciła nam kolejną godzinę zajęć - DZIĘKUJEMY - Babcia jest już wpisana na listę marcowych aniołów.

Druga część dnia to moja osobista praca - byliśmy na zajęciach dogoterapeutycznych u Kacpra, który nie mógł się doczekać wspólnej pracy z psem asystującym. Pani załapała się jeszcze na pogaduchy i kawałek przepysznego tortu. Ja niestety nie spróbowałem tych pyszności ale po powrocie dostałem od pani pysznego psiego chipsa :D

A to uśmiechnięty Kacper i ja w roli głównej

19:52, guliver_i_ja
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 22 lutego 2010

Muszę mojej pani kupić terminarz bo bez niego niedłudo się nie obejdzie...
Od 10.00 rana pani biegała załatwiając różne sprawy i dopinała swój jutrzejszy plan zajęć, żeby udało się czasowo  pogodzić jej zajęcia rehabilitacyjne z naszymi zajęciami dogoterapeutycznymi - cieszę się bardzo że wszystko poszło dobrze i będę mógł przynieść trochę radości naszemu podopiecznemu - panią tylko jeszcze czeka przygotowanie dokumentacji i w drogę z merdającym ogonem i uśmiechem na twarzy.

Dzisiaj jeszcze pani robiła porządki w domu i chyba ten wysiłek można zaliczyć na poczet godzinnej intensywnej pracy rehabilitacyjnej. Efekt tej terapii widać w naszym domu.
Ciekaw jestem czy jutro pani nie będzie jęczeć że ma zakwasy :)

21:56, guliver_i_ja
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4

NOWA STRONA REHABILITACYJNA
Zapraszamy :)


ZOOTERAPIA I NOWY BLOG:
ZERKNIJ NA NASZĄ STRONĘ


PRZEKAŻ 1%:
Tu się szkoliłem:

Tutaj są moi lekarze:


GOLDENY TOP LISTA